Aktualności

gru 16, 2012

MB Górecka, wstawiaj się za nami!

 
 
Schemat dokonania się cudu jest zawsze podobny. Grupa ludzi (im więcej, tym lepiej), szturmuje niebo swoimi modlitwami, wcześniej wybierając sobie pośrednika lub pośredniczkę. Msze św., modlitwy indywidualne i wspólnotowe, prośby wysyłane do sanktuariów, różaniec, nowenny... - lista środków jest długa. Potem następuje nieoczekiwany powrót do zdrowia - choroba i jej objawy znikają. Pojawiają się łzy radości, wdzięczność względem Boga i ludzi oraz zaskoczenie na twarzach lekarzy. Wobec wiary medycyna jest bezsilna...
Osoby, które doświadczyły cudownego uzdrowienia stanęły najpierw wobec niemożności udzielenia im już wszelkiej pomocy ze strony lekarzy, którzy w swoich umiejętnościach okazywali się bezradni - często stwierdzali:
„Niestety, nie mogę już nic więcej zrobić. Jedyne, co może tu pomóc – to cud” - takie czy podobne słowa, usłyszane z ust lekarza stawiają człowieka w sytuacji granicznej.
 Sanktuarium Maryjne w Górce Klasztornej jest miejscem, gdzie wg wielu dokumentów dokonywały się i dokonują cudowne uzdrowienia, a wierni otrzymują szczególne łaski. O cudach świadczą liczne wota, którymi zapełnione jest sanktuarium. Wielu ludzi dotkniętych łaską, składa swoje świadectwa w specjalnych księgach. Wyjaśnianie tych zdarzeń jest bardzo trudne, ponieważ wymaga połączenia świata naturalnego i nadprzyrodzonego. Wynika to z samego określenia cudu jako znaku, którego nie można wytłumaczyć w oparciu o prawa rządzące światem. Stwierdzenie nadprzyrodzonego charakteru uzdrowień jest zadaniem komisji teologiczno - medycznych.
W opracowaniu ks. dra Zachariasza Kruży MSF pt. „W promieniach łask Królowej na Krajnie” czytamy: „…W roku 1710 zmarło w pobliskiej Łobżenicy 1500 osób na zarazę. W Górce nie umarł ani jeden zakonnik. Przypisywano to szczególnej opiece Matki Boskiej Góreckiej. Z wdzięczności za to postanowił o. gwardian, by ojcowie i bracia codziennie śpiewali przy otwartym obrazie  i z zapalonymi przed nim świecami: <<Pod Twoją obronę>>”.
Kolejnym przykładem uzdrowienia z Górki Klasztornej jest: „… sprawa Jonasa Dziemskiego, protestanta, który jadąc dnia 19 listopada 1719 roku obok gaju góreckiego, został olśniony nagle błyskiem światła wystrzelającego nad dębem z nieba ku ziemi. Jonas został zrzucony przez przestraszonego konia z siodła i przez niego ciężko zraniony kopytem w brzuch. Odzyskał w Górce zdrowie (ze stanu nieuleczalnego), a następnie przyjął katolicyzm”.
W tej samej pracy czytamy: „ …w walce z naporem germanizmu na te ziemie odegrała także Górka swoją rolę. Jan Ciepłuch zeznał pod przysięgą w 1953 r., że jego dziadek był świadkiem, jak właściciel Łochocimia – Nahst (Niemiec), sponiewierał kobiety idące ścieżką z Piesna do kościoła w Górce. W momencie, gdy zdeptał ich książki do nabożeństwa i różańce, został tknięty paraliżem i w takim stanie pozostał do śmierci, która nastąpiła parę lat po tym zdarzeniu”.
Francuski pisarz Emil Zola udał się do Lourdes, aby opisać potem, że wszystko, co się tam dzieje, jest owocem fanatyzmu, iluzji, halucynacji lub oszustwa. Kiedy oglądał liczne wota od uzdrowionych ludzi zawieszone przed grotą objawień Matki Bożej, miał wtedy z ironią powiedzieć: „Widzę wiele lasek i kul, ale nie widzę żadnej drewnianej nogi”. Jego przekonanie, że nigdy nikomu nie została cudownie przywrócona żadna amputowana noga lub jakiś fragment kości wraz z mięśniami, skórą, nerwami i naczyniami krwionośnymi, nie było jednak zgodne z prawdą. Człowiek ten bowiem nie zdawał sobie sprawy z tego, że dokładnie takie cuda, jakich się domagał, zostały szczegółowo udokumentowane przez badania naukowe.
Podczas wielu dyskusji o cudach zawsze można usłyszeć kilka standardowych stwierdzeń. Jedni rozmówcy uważają, że o cud nie powinniśmy prosić, bo takich łask mogą doświadczyć tylko wybrani. Drudzy mówią, że w czasach obecnych nie ma już cudów. Jeszcze inni całkowicie negują tego typu zjawiska. Wielu pyta, co się stanie, jeśli nadzieja na cud nie spełni się... czy warto więc modlić się o niego?         
Nawet jeśli nie dojdzie do fizycznego uzdrowienia, szybko okaże się, że nasza modlitwa nie odpłynęła w próżnię…
Dziś w dalszym ciągu możemy prosić o udzielanie potrzebnych nam łask. W naszych błaganiach nie jesteśmy sami. Modląc się, pamiętajmy o Matce Bożej, która, jeśli tylko  poprosimy, będzie za nami orędować.
Lidia Peplińska