Aktualności

gru 16, 2012

U Pana Boga nie ma przypadków

 
 
Rozmowa z Rektorem Domu Zakonnego i Proboszczem w Górce Klasztornej – Księdzem Kazimierzem Świderskim MSF
 
  • Maria MitekOd 1lipca 2011r. dekretem Księdza Prowincjała został  Ksiądz mianowany Rektorem Domu Zakonnego i Proboszczem w Górce  Klasztornej. Kto jeszcze przybył wraz z  Księdzem  do Górki?
  • Ksiądz Kazimierz Świderski MSF:  Na początku chciałbym wspomnieć                  o swoich poprzednikach, którzy włożyli wiele wysiłku i serca w swoją pracę   na chwałę Matki Bożej Góreckiej. Są to: Ksiądz Marian Twardawa MSF (do niedawna rektor, odszedł z Górki po 3-letniej kadencji),                Ks. Andrzej Kościukiewicz MSF (pełni obecnie funkcję ekonoma w Kazimierzu Biskupim), Ks. Jacek Pilch MSF i Brat Marian Baran MSF. Należą się im wszystkim wyrazy uznania i szacunku.
Do Górki Klasztornej natomiast wraz ze mną przybyli: Ks. Piotr Krupa                     (z Kazimierza Biskupiego – pełnił funkcję prefekta kleryków), Ks. Piotr Gałązka (pracował jako wikariusz w Poznaniu), Ks. Piotr Piksa (zajmował się prowadzeniem rodzinnych rekolekcji Bąblinie), Ks. Tomasz Malinowski (wcześniej pracujący w Żernicy), Ks. Paweł Zimniewicz (pełnił funkcję socjusza w nowicjacie MSF w Wielkim Klinczu), Brat Paweł Szpojankowski – przybył do Górki z Kazimierza Biskupiego. Do Sanktuarium zostali też skierowani dekretami - do Apostolstwa Dobrej Śmierci: Ks. Krzysztof Skorek (z parafii w Rzeszowie) i Ks. Jarosław Paczkowski (z parafii w Złotowie) – do Referatu Powołań.
M.M.: W Górce Klasztornej pracował już Ksiądz Rektor dziesięć  lat temu, pełniąc wówczas funkcję ekonoma. Jak Ksiądz wspomina tamten czas?
 
  • Ks.K.Ś.: Tak, dziesięć lat temu sprawowałem tu funkcję ekonoma. Zajmowałem się sprawami gospodarczymi, zaopatrzeniem. W tym czasie przygotowywałem się także do pracy misyjnej na Papui Nowej Gwinei. Ten  czas spędzony wówczas w Górce Klasztornej wspominam bardzo miło.  Rektorem był wówczas Ks. Piotr Pietrzyk. Zawsze była tu miła atmosfera, życzliwi  ludzie.
 
  • M.M.: Wróćmy do czasu dzieciństwa. Pochodzi Ksiądz z Wielkopolski,      z Rogoźna.  Czy właśnie tam, w domu rodzinnym, pojawiła się u Księdza myśl o tym, by zostać kapłanem?
 
Ks.K.Ś.: Tak, pochodzę z Pyrlandii, czyli Wielkopolski. Rogoźno to niewielkie miasto (10 tysięcy mieszkańców), które darzę sentymentem. Tam uczęszczałem też do szkoły podstawowej, średniej (technikum). Dom – oczywiście, tam kształtuje się nasze wnętrze. U Pana Boga nie ma przypadków. Samo powołanie …trudno o nim właściwie mówić. To Bóg nas wybiera, a my w którymś momencie zgadzamy się na daną drogę życiową. Każdy z nas musi wybierać; trzeba decydować i opowiedzieć się za wyborem i poprzeć go decyzją, która brzmi: „TAK lub NIE”. Są to decyzje na całe życie.
 
  • M.M.: Jak potoczyły się dalsze losy Księdza?
 
  • Ks.K.Ś.: Swoje dalsze kroki skierowałem do Bąblina (25 km od Rogoźna) – gdzie znajduje się nowicjat Zgromadzenia Księży Misjonarzy Świętej Rodziny. W roku 1986 złożyłem dokumenty do nowicjatu i zostałem do niego przyjęty. Zgłosiło się nas wówczas do Bąblina poza mną jeszcze 2 kandydatów z Rogoźna. Cały nowicjat ukończyło 14 osób. To był piękny czas.  Wszyscy byliśmy ze sobą bardzo zżyci - jak w rodzinie.  Poznawaliśmy życie w zgromadzeniu i cel pracy  Misjonarzy Świętej Rodziny. Nadeszły wreszcie pierwsze śluby zakonne…
 
  • M.M.: Jak wspomina Ksiądz swoje studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Kazimierzu Biskupim?
 
  • Ks.K.Ś.: Studia filozoficzno - teologiczne
    (zakończone tytułem magisterskim) trwały 6 lat.  Był to czas ciężkiej, wytężonej  pracy umysłowej, ale  i fizycznej. Myślę, że to bardzo dobry czynnik wychowawczy - obok modlitwy, która jest najważniejsza, człowiekowi często potrzebna jest także praca fizyczna i w seminarium jej nie brakowało. Połączenie tych dwóch czynników: modlitwy i pracy, służy dobru człowieka - funkcjonuje się dzięki temu normalnie.   8 maja 1993r. przyjąłem święcenia kapłańskie. Udzielił mi ich Ksiądz Biskup Bronisław Dębowski.
 
 
  • M.M.: Niedaleko stąd - w Złotowie, mieści się parafia, która była Księdza pierwszą placówką duszpasterską. Jakie najcenniejsze wspomnienia pozostały Księdzu z tamtego czasu ?
 
  • Ks.K.Ś.: Wówczas w Złotowie były dwie parafie: Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i Św. Rocha. Trafiłem do tej pierwszej. Była to duża parafia. Pracowało w niej sześciu księży: proboszcz i pięciu wikariuszy. Nadszedł dla mnie czas wprowadzania teorii w praktykę – był to czas pierwszych spowiedzi, głoszenia kazań: dla dzieci, ślubnych i pogrzebowych; był to też czas pracy z młodzieżą  zgromadzoną w różnych grupach działających przy parafii. Wszystko to było niezwykłe i niezwykle cenne. To było tzw. zachłyśnięcie się kapłaństwem.  Chciało się zrobić wszystko - tym bardziej, że  w tej parafii znalazło się aż czterech kapłanów z jednego kursu. Znaliśmy się doskonale.  Było dużo pracy, obowiązków, ale współpraca układała się  jak najlepiej. Bardzo miło z tego „złotowskiego” czasu wspominam  roraty. Wspólnie zastanawialiśmy się, jak je przeprowadzić. Ludzie nie zawiedli. Na roraty przychodziło mnóstwo osób - czasami 400 dzieci ( i więcej!), a uczestniczyli w tych szczególnych Mszach św. również dorośli.
 
 
  • M.M.: Pracował Ksiądz w Kazimierzu Biskupim jako Prokurator Misji Zagranicznych.  Na czym polegała ta praca?
 
Ks.K.Ś.: Po studiach na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pracowałem w  Kazimierzu Biskupim jako referent misyjny.  Cele  zgromadzenia to: praca z rodzinami, praca na rzecz powołań i misje. Wielu księży pracuje poza granicami kraju. Trzeba zadbać o ich potrzeby – duchowe, materialne, zapewnić im wszelką pomoc, by „nie zgasł w nich misyjny ogień, misyjny zapał”. Tym właśnie się zajmowałem. W tym czasie sporo wyjeżdżałem. Organizowałem w Polsce różne spotkania, rekolekcje.
 
  • M.M.:  Ksiądz był również  na misjach w Papui Nowej Gwinei.  Co my – współcześni powinniśmy wiedzieć na temat tamtejszej egzotycznej kultury? 
 
Ks.K.Ś.: W Zgromadzeniu Misjonarzy Świętej Rodziny pragnienie wyjazdu na misje drzemie w każdym z nas. Wiadomo, potem bywa różnie. Czasem zdarzy się,  że ktoś dobrze czuje się w kraju i to marzenie wygasa, ale tak to już jest. Jeśli  chodzi o mnie, pisałem prośby o wyjazd na misje – w końcu udało się. Rok  przygotowywałem się do pracy na misjach. Ukończyłem kurs językowy i  wyjechałem do Papui Nowej Gwinei. Zostałem tam proboszczem i do zakresu moich obowiązków należała posługa w 18 parafiach.
Jacy są tamtejsi ludzie?  Są tacy, jak wszędzie.  To, co początkowo może dziwić, śmieszyć - po bliższym poznaniu okazuje się normalnym zjawiskiem.  Mieszkańcy wyspy tak samo jak my reagują na różnorodne sytuacje.  Mechanizmy kierujące ludźmi są podobne. Oczywiście, kultura jest inna. Pracowałem w dość „młodej” diecezji. Jej mieszkańcy widzieli białego człowieka po raz pierwszy w 1954r. W czasie mojego pobytu na Papui, żyli tam jeszcze ludzie pamiętający te czasy.
W Papui Nowej Gwinei istnieje różnorodność językowa - jest tu ponad 700 języków. Spotkać się można z wieloma wierzeniami, swoistą kulturą (np. kupno żony,  plemienne wojny, wielożeństwo). Na tym tle pojawia się młoda religia, jaką jest tutaj chrześcijaństwo. Zauważyłem, że wiara mieszkańców Papui Nowej Gwinei jest prawdziwa, autentyczna.
 
  • M.M.:  Pracował Ksiądz też w seminarium w Kazimierzu Biskupim…
 
  • Ks.K.Ś.: Przez rok byłem wychowawcą (prefektem)  kleryków, a następnie przez 4 lata pełniłem funkcję ekonoma w Kazimierzu Biskupim. Po 5 latach spędzonych tam powróciłem do Górki Klasztornej, gdzie - jak już wspominałem wcześniej, pracowałem przed 10 laty.
 
  • M.M.: Górka  Klasztorna - powrót po latach…  Pierwsze  refleksje, wrażenia, spostrzeżenia…
 
  • Ks.K.Ś.: Każdy z nas dziesięć lat temu był nieco inny, myślał nieco inaczej. Teraz mój sposób pracy zmienił się. Obecnie trzeba szukać sposobu, jak docierać do ludzi, szczególnie do młodych osób.  Tutejsi parafianie są wspaniali, dla nich nie trzeba nic zmieniać, ale do Górki Klasztornej przyjeżdża wiele osób spoza parafii, chcą często porozmawiać o swoich problemach, wyciszyć się, wziąć udział w rekolekcjach…
 
  • M.M.: Jakie Ksiądz Rektor ma plany, zamierzenia na przyszłość związane  z Sanktuarium Maryjnym? Może Ksiądz uchylić nieco rąbka tajemnicy?
 
  • Ks.K.Ś.: Niezamierzam, nie chcę być reformatorem. Trzeba utrzymać to, co jest, dokładnie wszystkiemu się przyjrzeć, ewentualnie pewne rzeczy poprawić. W Górce Klasztornej jest coraz lepsze zaplecze socjalne. Dysponujemy miejscami noclegowymi, można więc do Górki przyjechać, by przeżyć rekolekcje indywidualne i grupowe. Duch zgromadzenia, to przecież między innymi praca dla rodzin. Rok liturgiczny, tutejsze wypracowane tradycje, święta i uroczystości  wyznaczają plany na cały rok w tym pięknym miejscu.
 
  • M.M.: Życzę Księdzu Rektorowi  obfitych łask Bożych i szczególnej opieki Matki Bożej Góreckiej. Dziękuję za rozmowę. 
 Tekst autoryzowany